poniedziałek, 28 stycznia 2013

Mówię "nie" wahaniom wagi



Założyłam sobie cel, który chce osiągnąć w rok. I jak nigdy dotąd wierzę, że osiągnę. Koleżanka zapytała mnie, czy nie przeraża mnie trochę, że to tak długo. Nie przeraża mnie, ponieważ z każdym kilogramem mniej będę czuła się lepiej i już w połowie swojej drogi będę zadowolona z efektów. Ponadto - będzie to trwało długo, ale odchudzam się po raz ostatni !!!. Jaka to miła perspektywa :) Takie mam postanowienie, i jednodniowe porażki, małe potknięcia nie wpłyną na nie. Mam na to wielką nadzieję, bo nie ma nic gorszego niż chudnąć po parę kilo i wracać do starej wagi.

 Jeżeli kilkakrotnie udało ci się schudnąć kilka lub więcej kilogramów, ale niestety powróciły one z nawiązką ( wystąpiło to, czego boimy się najbardziej – efekt jo-jo ), możesz zauważyć, że w chwili gdy ważysz tyle samo co przed odchudzaniem Twoje ciało wygląda inaczej. Jest mniej jędrne, jest miękkie,  pojawiły się „ boczki” których kiedyś nie było, fałdka na podbrzuszu jest większa, pojawiły się one również na plecach, a gdy uniesiesz ramiona uwidaczniają się wiszące poduszeczki. Co jest tego przyczyną?

W trakcie odchudzania tracimy przede wszystkim tłuszcz, ale także tzw. tkankę beztłuszczową – wodę i mięśnie, tkankę łączną. Jest to niestety uboczny efekt odchudzania. Powiedzmy że schudliśmy 5 kg – 4 kg tłuszczu i 1 kg mięśni. Jeżeli nie uda nam się utrzymać tego efektu – odzyskujemy 5 kg – ale niestety czystego tłuszczu ! Kilogram mięśni, który wpływał na kształt i jędrność naszego ciała znika bezpowrotnie (chyba, że odzyskamy go ćwicząc ). Jeżeli odchudzamy się wielokrotnie i tyjemy na przemian, nasze ciało może być uboższe o kilka kilogramów mięśni, tkanki łącznej , wody w stosunku do wartości wyjściowej. Zmienił się nasz skład ciała – procentowo przybyło tłuszczu, ubyło beztłuszczowej masy ciała, nic więc dziwnego że nasza sylwetka wygląda dużo gorzej.

Dlatego zrobię wszystko, aby tym razem to co tracę nie wróciło. Wiem , że bez ruchu się nie da. Acha, nie pochwaliłam się, wczoraj ćwiczyłam i dzisiaj mam zakwasy :)

czwartek, 24 stycznia 2013

Waga

Wchodzić codziennie czy co tydzień? A może lepiej raz w miesiącu albo schować ten sprzęt do szafy i mierzyć się w obwodach? Specjaliści od odchudzania, trenerzy fitness w swoich publikacjach maja różne zdania na ten temat. Ja też nie do końca jestem przekonana , jak powinno się postępować w trakcie odchudzania, skłaniam się do poglądu, że raz w tygodniu - ale sama robię to codziennie. Codzienne ważenie niesie za sobą pewne pułapki - wahania wagi mogą zależeć od wielu czynników, które powodują większe lub mniejsze zatrzymanie wody w organizmie. Szczególnie u kobiet, szczególnie po czterdziestce, szczególnie z zaburzeniami hormonalnymi. No i oczywiście zależy to również od fazy cyklu miesiączkowego, niektóre tuż przed miesiączka mogą zgromadzić nawet 2 kg wody. Zjedzenie słonych potraw, na przykład kiszonych ogórków, które prawie kalorii nie mają, może spowodować np. pół kilo więcej następnego dnia na wadze, oczywiście nie jest to tłuszcz. Ja miałam próbkę tego w środę, dzień gdy powinnam wpisać moją wagę do bloga, ale zrobiła mi ona numer i pokazała prawie kilogram więcej niż poprzedniego dnia. Dzisiaj, po dniu warzywnym, jest 2 kg mniej na wadze niż w środę, oczywiście nie jest to możliwe, żeby były to wahania tkanki tłuszczowej, tylko woda ! Myślę, że powinnam wyciągać średnią z 3 kolejnych pomiarów, wtedy będzie to bardziej miarodajne.
Myślę, że jeżeli wchodzenie na wagę wiąże się z dużymi emocjami i gdy po wyniku który nas nie zadowala mamy zepsuty humor na cały dzień i tracimy motywację, lepiej wchodzić rzadziej. Ja ważę się codziennie i nauczyłam się już nie "łapać doła" gdy waga pokazuje więcej, mimo że nie grzeszyłam poprzedniego dnia. A jak pokazuje mniej, nawet 100g, cieszę się jak dziecko.



wtorek, 22 stycznia 2013

Między posiłkami

Jedną z reklam, która mnie denerwuje jest taka, gdzie promuje się jedzenie pewnych batoników "między posiłkami" - ta w której lodówka spada z sufitu, wyjątkowo głupia. Promują paskudny nawyk, który jest przyczyna nadwagi wielu osób, między innymi mojej. U osób świadomych żywieniowo najczęściej nie posiłki sa problemem, tylko to co trafia do ust między nimi. To, co zjedzone w biegu, przy okazji, mimochodem. Aby to udowodnić, można przeprowadzić test. Jeżeli zapytałabym Cię o Twoje główne posiłki w wczoraj, bez trudu można to sobie  przypomnieć. Gorzej było by gdyby trzeba było wypisać to, co się zjadło między posiłkami. Trzy cukierki czy cztery? Dwie śliwki czy trzy, pięć? Garść orzeszków w trakcie oglądania TV czy więcej?
Dlaczego tak się dzieje, ze w pamięci zostają główne posiłki a przekąski z niej ulatują? Jeżeli siadamy aby zjeść w określonym, zwyczajowym miejscu nasz mózg rejestruje to jako regularny posiłek. Jeszcze lepiej gdy spożywany jest w spokoju, bez zbędnych rozproszeń typu oglądanie telewizji, czytanie gazety czy malowanie się przy śniadaniu. Należy pamiętać, że w procesie jedzenia nie uczestniczy tylko przewód pokarmowy, ale również nasze zmysły: wzrok, węch , czucie  a nawet słuch – inaczej odbierany jest pokarm twardy i chrupiący, inaczej miękki czy płynny.
Przekąska zjedzona w biegu, próbowanie podczas gotowania, zjadanie resztek po dzieciach - przez mózg nie jest odbierany jako posiłek, natomiast może to być pokaźna ilość dodatkowych kalorii.
Gdy spisuję wieczorem co zjadłam, z głównymi posiłkami nie mam problemu. Natomiast nad rubryką  "podjadanie, przekąski" siedzę ładnych parę minut i jak się potem okazuje i tak nie wpiszę wszystkiego, nie ze złej woli, ale dlatego że mój mózg tego nie zapamiętał. Na przykład wczoraj się zdziwiłam, że kupiłam mandarynki, sporo już zniknęło, przypomniałam sobie że je jadłam, a w dzienniczku są zapisane tylko dwie chyba. Ocenia się, że pacjent w gabinecie dietetycznym zaniża ilość zjedzonych pokarmów o co najmniej 1/4 - może to być prawdą, gdyż w jego świadomości tej 1/4 po prostu nie ma.
Świadome jedzenie, w określonych miejscach, z talerza, jak człowiek, jest jednym z moich celów.
 

niedziela, 20 stycznia 2013

Mały sukces :)

Ćwiczyłam :) Pełne 45 minut, 40 z programem Ewy Chodakowskiej na You Tube ( to teraz najbardziej popularna trenerka - instruktorka fitness, wiem to od córki która jest na bieżąco, bo dużo ćwiczy ). Potem jeszcze kilka minut pilatesu - ćwiczenia które pamiętam. Jestem z siebie bardzo dumna, tuż po byłam taka szczęśliwa, że chciałam się zobowiązać ćwiczyć 5 dni w tygodniu, całe szczęście, że nie miałam czasu podejść do komputera bo bym się nieźle wkopała ! Zostaję przy 2 razy w tygodniu, a jak z rozpędu uda mi się więcej to ok.
Potem gotowałam obiad dla rodziny, dziś była lazania - nie dietetyczna tylko taka "normalna", mozarella, beszamel i te sprawy. Zjadłam 100g - to bardzo mały kawałek, wielkości talii kart - a potem sprawdziłam kaloryczność  - około 350 kcal ( taka typowa, swojej nie liczyłam ). Normalnie jadłam 3-4 razy taką ilość!
Pamiętając poprzedni poniedziałek i moja porażkę, zaplanowałam jedzenie na jutro - przygotowałam zupę żebym miała coś do zjedzenia jak wrócę wieczorem. Na śniadanie owsianka z truskawkami, potem twarożek i jabłko i coś jeszcze - zaraz pomyślę.
Jutro się nie ruszę od zakwasów :)

sobota, 19 stycznia 2013

Ćwiczenia

Już wiem że się nie wyrobię z ćwiczeniami - każdego tygodnia miałam ćwiczyć dwa razy co najmniej 45 minut, tydzień liczę od poniedziałku do niedzieli. No i jeszcze nic nie zrobiłam. To znaczy owszem, przygotowuję się mentalnie - wydrukowałam sobie plan w klubie do którego mam pójść, sprawdziłam w jakich godzinach jest otwarty basen, a wczoraj ze 2 godziny oglądałam na Allegro narty do biegania, znam już różnice między biegowymi i śladowymi :), ceny i opinie. Nie wiedziałam że posuwanie na takich nartach jest tak trudne! Przejrzałam też na You Tube filmiki z ćwiczeniami popularnej ostatnio trenerki, czy dam radę. Jestem więc w fazie przygotowań, ale źle mi z tym że nie wypełnię zadania. Pamiętam okres, gdy regularnie z córką chodziłam 2 razy w tygodniu na pilates i streching, czułam się super, a teraz tak trudno mi się wziąć w garść. Jutro coś zrobię - ale to będzie 1 raz, a w następnym tygodniu postaram się nadrobić ten drugi raz, zaległy. Proszę Was, rozliczcie mnie z tego !

piątek, 18 stycznia 2013

Odchudzanie mężczyzny i kobiety

Obserwując odchudzających się pacjentów można zauważyć diametralne różnice w zależności od płci. Mężczyźni , jeżeli podejmują to wyzwanie, prawie zawsze osiągają sukces, szybciej widać efekty i prostą drogą dążą do celu. Poza fizycznymi różnicami w budowie ciała ( większa masa mięśniowa a więc szybszy metabolizm ) różnice są w podejściu do zadania. Gdy mężczyzna podejmuje decyzję o odchudzaniu, cały świat wokół niego musi się temu podporządkować. On ma zadanie do wykonania, i wszystko co staje na drodze trzeba usunąć, a nie się dostosować. Wszyscy w domu muszą zmienić sposób jedzenia. Jeżeli teściowa zaprasza na obiad, ma być on dostosowany do wymogów diety. Słodycze i inne pokusy znikają z domu, w końcu dla dzieci też jest to zdrowe. Do tej pory nie jadł w pracy, ale nie ma problemu, zrobi sobie przerwę, klienci i szef poczekają. A kobieta - gdy zbieram wywiad i pytam czy lubi np. ryby słyszę : "uwielbiam, ale nie jem, bo mąż i dzieci nie lubią". Słodycze - zawsze w domu są bo dzieci i mąż lubią, przecież "oni nie muszą się odchudzać, nie będę przez moje odchudzanie robić im przykrości". Kobieta gotuje dwa obiady, w pracy nie może odejść od zajęć aby jeść, mimo że inni robią sobie przerwę. Odchudza się, starając się nie zakłócać ustalonego porządku w swoim otoczenia, nie lubi robić kłopotu.
Nigdy nie stawia swojej diety na pierwszym miejscu, stara się dostosować i nie wymaga aby ktoś dostosował się do niej.


Ponadto mężczyźni najczęściej wraz z dietą od początku zwiększają aktywność fizyczną, nie mają oporów aby pójść na basen czy siłownię. Kobieta – często czuje się skrępowana tym, że nie wygląda na tyle dobrze by wystąpić w kostiumie czy obcisłym stroju do ćwiczeń. Dopiero po pewnym czasie, gdy schudnie kilka kilo i wzmocni poczucie własnej wartości decyduje się na sport.
Myślę, że gdyby kobiety "po męsku" podchodziły do sprawy odchudzania, stawiały to zadanie wysoko na liście swoich priorytetów, częściej osiągały by sukces i rzadziej przerywały by ten proces w połowie drogi.

czwartek, 17 stycznia 2013

Radość:)

Nie zdawałam sobie sprawy, jaką siłę daje mi pisanie tego bloga i tego, że to czytacie. Mam podgląd na statystyki i gdy widzę, że dziś było już 111 odsłon, to czuje, że nie mogę zawieść. Dziś udostępniłam swój adres na facebooku, chociaż przyszło mi to z trudnością, nie jest łatwo tak do końca się odkryć, z imienia i nazwiska. Jedzenie jest czynnością intymną, szczególnie dla osób które maja z tym jakiś problem, a jedzenie nie jest tylko prostym dostarczeniem wartości odżywczych. Dla osób jak ja jedzenie wiąże się z różnymi emocjami, takimi jak radość, miłość, poczucie bezpieczeństwa, przyjemność, ale także  poczucie winy, wstyd, bezradność, niechęć, żal, smutek i złość. Psychologowie oprócz wpisywania do dzienniczka tego co jemy zalecają spisywanie swoich uczuć w ciągu dnia, aby znaleźć związek między emocjami a nadmiernym jedzeniem. Wtedy często okazuje się , że osoby z nadwagą często nie potrafią nazwać tego co czują w danym momencie, nie potrafią odróżnić pewnych stanów emocji. Ja tez mam chyba taką trudność choć przyznam się, że rzadko się nad tym zastanawiam. Ale teraz czuję radość że jesteście ze mną i zadowolenie, że się trzymam!

wtorek, 15 stycznia 2013

Silna wola

Wiele osób twierdzi, ze próbuje się odchudzać ale brak mu silnej woli. Silna wola to pojęcie trudne do zdefiniowania, ale jest to coś, co pozwala wytrwać nam w swoich postanowieniach i obowiązkach. Też myślałam, że mam słabą wolę, słomiany zapał itd. Ale co jak nie silna wola powoduje że codziennie, mimo ciepłego łóżka i ciemności na dworze wstaję rano? Gdyby nie moja silna wola to czy skończyłabym studia, wychowałabym dzieci i zrobiłabym w życiu wiele innych trudnych rzeczy? Psycholog na kursie wyjaśnił mi kiedyś, że niepowodzenia w odchudzaniu to nie wynik braku silnej woli, a poczucia słabej skuteczności w tej konkretnej  dziedzinie, każda porażka osłabia to poczucie, a każdy , najmniejszy sukces ją wzmacnia. Dlatego czasami warto wyznaczyć sobie na początek jakieś małe zadania, łatwiejsze, aby osiągnąć mały sukces i wzmocnić poczucie własnej skuteczności.

poniedziałek, 14 stycznia 2013

Jedzenie kompulsywne

Czy wiecie, że  jedzenie kompulsywne dotyczy 50% osób z otyłością i nadwagą ? Problem ten można zdefiniować jako napady jedzenia dużej ilości pokarmów z towarzyszącym poczuciem braku kontroli nad swoim postępowaniem, z głębokim poczuciem winy i frustracji po zakończeniu jedzenia. Oczywiście u poszczególnych osób problem ten ma różne natężenie, różna jest częstotliwość takich incydentów, ilość spożytych pokarmów w czasie jednego napadu. U jednej może występować raz w miesiącu, a w skrajnych przypadkach codziennie lub nawet kilkakrotnie w ciągu dnia. U jednej jest to przyjęcie 5000 kcal na raz, inna "wciągnie" dwa pączki i ma równie duże poczucie winy.
Podłożem objadania się są problemy emocjonalne, dochodzi do sytuacji kiedy automatyczną reakcją na stres lub napięcie jest jedzenie pozwalające zapomnieć o problemach, przeżyciach  czy czekających zadaniach i ważnych decyzjach do podjęcia. Najczęściej napad jedzenia poprzedzony jest pewną sekwencją zdarzeń, które go wywołują - nazywa się to "zapalnikiem". Zapalnikiem może być jakiś produkt spożywczy (np.słodycze ), przykra lub stresująca sytuacja, nadmierny głód, zbyt małe lub nadmierne wypełnienie żołądka podczas posiłku i wiele innych rzeczy. Osoba, która ma napady objadania się, nieco poza jej wolą, powinna zidentyfikować te sytuacje i unikać ich lub je rozpracować i przemyśleć, co można zrobić aby do tego nie doszło. 
Nie powiem, że nigdy nie zdarzają mi się incydenty jedzenia nadmiernej ilości pokarmów, kiedy to moja wola jest tak silna, że robi ze mną co chce :) Dzisiaj niestety miałam tego próbkę. Zastanawiam się, czym to było spowodowane - podejrzewam zbyt duży objętościowo posiłek na obiad lub naleśniki i ich zapach roznoszący się po całym domu, gdy wróciłam do domu ( w poniedziałki są u mnie rodzice i gotują obiad )
No więc zjadłam za dużo ( głównie orzeszki i ser żółty ). Ale to moja pierwsza "skucha" od 2 stycznia, na pewno nie ostatnia, na razie nie straciłam motywacji a przeciwnie, będę jeszcze bardziej się starać:) 

Acha, można już komentować anonimowo :) 

sobota, 12 stycznia 2013

Wyznaczenie celu

Planując każda zmianę, a więc również odchudzanie, powinnam wyznaczyć sobie cel. Na warsztatach z psychodietetyki ( organizowane przez MJPsychoedukacja ) dowiedziałam się, że istnieje coś takiego jak zasada formułowania celu SMART. Według niej cel powinien być :  

S - szczegółowy - zawierać konkretny przekaz

M - mierzalny - aby można go było zmierzyć czyli liczbowo wyznaczyć jego realizację  ( kg, porcje itp )

A - atrakcyjny  - aby wzbudzał chęć do działania, efekty są motywujące

R - realistyczny - aby był możliwy do osiągnięcia

T - terminowy - aby był określony czasowo ( wyznaczony czas osiągnięcia celu mobilizuje ) - dobrze jest wyznaczyć etapy
Mój cel, sformułowany według tej zasady:
Od 2 stycznia do końca 2013 roku schudnę 11,7 kg tkanki tłuszczowej. 
Etapy : do wyjazdu w maju 6 kg, do wyjazdu w sierpniu 3 kg, reszta do końca roku
Będę co miesiąc mierzyć poziom tkanki tłuszczowej i zdawać publicznie relacje na blogu.
Od 13.01 do końca roku będę 2 razy w tygodniu ćwiczyć co najmniej 45 minut  - rodzaj aktywności taki na jaki będę miała ochotę. Wyjątki - choroba, naprawdę wyjątkowe okoliczności, mróz poniżej 20 stopni, upał powyżej 30 stopni :)
Zmienię stopniowo swoje nawyki  - będę jadła śniadanie, zdecydowanie ograniczę jedzenie między posiłkami i jedzenie wieczorne.

piątek, 11 stycznia 2013

Kawa - nagroda za poranne wstawanie

Nie lubię wstawać rano. Należę chyba do osób które potrzebują więcej snu niż przeciętnie. Jedyna nagrodą za poranne wstawanie jest dla mnie kawa. A właściwie dwie :). Z ekspresu, z mlekiem pół na pół.
Kiedyś kawa nie miała dobrej prasy w odniesieniu do wpływu na nasze zdrowie.
W ostatnim czasie poznano lepiej jej właściwości i na szczęście dla smakoszy kawy, przy zachowaniu rozsądku co ilości wypitych filiżanek, mogą oni spokojnie delektować się jej smakiem.

Wyniki większości dostępnych badań epidemiologicznych sugerują, że spożycie poniżej 300 mg/dobę (co jest równoważne z 3 filiżankami kawy), nie wiąże się z ryzykiem dla zdrowia.  U osób regularnie spożywających kofeinę pojawia się tolerancja na  objawy  co powoduje jednocześnie, że własności stymulujące kofeiny są silniejsze u osób spożywających ją okazjonalnie niż u osób pijących kawę regularnie.

Wykazano w badaniach, że umiarkowane picie kawy :

  • Nie wpływa na wystąpienie nadciśnienia i nie powoduje podwyższenia ciśnienia
  • Nie ma wpływu na ryzyko chorób układu krążenia
  • Kawa filtrowana i kawa rozpuszczalna nie podwyższają stężenia cholesterolu we krwi, efekt taki być może ma kawa gotowana i niefiltrowana ze względu na obecność terpenów
  • Regularne picie kawy nie wpływa istotnie na ryzyko jakiejkolwiek choroby nowotworowej



Ponadto w dostępnych badaniach naukowych wykazano wiele potencjalnych korzyści z regularnego picia kawy:

·         Może mieć ochronny wpływ przed wystąpieniem cukrzycy typu II

·         Może wpłynąć na obniżenie ryzyka rozwoju choroby Alzheimera

·         Może zmniejszyć ryzyko choroby Parkinsona

·         Zmniejsza ilość wypadków drogowych u kierowców jeżdżących nocą

·         Poprzez rozszerzenie oskrzeli poprawia komfort oddychania u pacjentów z astmą

·         Ma korzystne działanie w zapobieganiu kamicy nerkowej

·         Zmniejsza bóle migrenowe

·         Umiarkowane spożycie kawy może stanowić korzystny składnik kuracji odchudzającej

·         Może chronić przed rozwojem kamieni żółciowych

·         Umiarkowane picie kawy może pomóc w utrzymaniu prawidłowego funkcjonowania wątroby


Są pewne ujemne działania kawy - nadkwasota, osteoporoza oraz nieprzyjemne objawy przy przedawkowaniu - ale w obliczu cudownych kilkunastu minut rano przy filiżance kawy nie będę się dziś nad tym zastanawiać :)

Po dniu warzywnym

Dzisiaj nie będę się mądrzyć, tylko napiszę jak się czułam wczoraj jedząc tylko warzywa oraz dzisiaj.
Wczoraj  - były momenty że czułam delikatny głód , ale naprawdę nieduży. Natomiast dziś rano byłam głodna z czego się cieszyłam, bo w zasadzie nie znam tego uczucia do godziny 12.00 - jak większość moich pacjentów. Nie jadłam dziś więcej niż zwykle, tylko po szarlotce którą mnie poczęstowano i nie mogłam odmówić trochę zaostrzył mi się apetyt - co jest normalne, cukier, insulina i te sprawy :)

środa, 9 stycznia 2013

Środa - dzień warzywny

Nie jestem zwolenniczką długich postów i diet głodówkowych, ponieważ powodują one oprócz utraty tkanki tłuszczowej dużą utratę białka. Nie jest ono dostarczane w pożywieniu, a jest potrzebne do codziennej budowy komórek, wytwarzania enzymów, hormonów i innych ważnych substancji.  Nie przekonują mnie zwolennicy głodówek, którzy chcą w ten sposób "oczyścić organizm" gdyż z fizjologicznego punktu widzenia nie jest to nam potrzebne. Nasze nerki i wątroba codziennie spełniają funkcje oczyszczające.
Ostatnio czytałam i słyszałam jednak w kilku miejscach o krótkotrwałych, jednodniowych postach, które mogą być korzystne dla długofalowej utraty wagi. Proponuje się posty całkowite ( sama woda ) lub soki. Być może jest to krótkotrwała moda, nie potrafię też na razie ocenić wartości merytorycznej pozycji które czytałam, ale postanowiłam wprowadzić , po swojemu zmodyfikowany "post" - dzień warzywny, oparty tylko na warzywach i sokach warzywnych, jeden raz w tygodniu - w środę, bo wtedy mi najłatwiej. Będę się obserwować i zdawać relację jak się czuję tego dnia i nazajutrz, czy czasami następnego dnia nie nadrobię deficytu kalorii. Następnego dnia będę , jak doradzano, jeść porządne śniadanie ze sporą ilościa białka.
Napisałam ten post aby wyjaśnić, dlaczego w dzienniczku dzisiejszy dzień wygląda tak a nie inaczej. Po kilku tygodniach obserwacji dopiero napiszę czy warto:)

wtorek, 8 stycznia 2013

Zasoby psychoenergetyczne

Miałam przyjemność uczestniczenia w kilku wykładach pani Profesor Grażyny Wieczorkowskiej, psychologa który między innymi zajmuje się psychologicznymi aspektami otyłości. Mówiła ona, że aby jakaś zmiana się powiodła, w tym zmiana nawyków żywieniowych, trzeba mieć odpowiednią ilość zasobów psychoenergetycznych. Chodziło w skrócie o to, że gdy jesteśmy wypoczęci, nie mamy większych problemów łatwiej nam kontrolować swoje zachowania, dokonywać zmian niż gdy jesteśmy zmęczeni i pochłonięci ważnymi, stresującymi zadaniami. Wtedy często wracamy do starych schematów, skręcamy na niewłaściwe tory. Często zresztą słyszałam od moich pacjentek, że przerwały odchudzanie na skutek różnych niezaplanowanych wydarzeń lub natłoku pracy, nowe nawyki nie zdążyły się jeszcze wykształcić, powróciły stare. Ja to nazywam jeszcze inaczej - dopóki odchudzanie jest wysoko na liście naszych priorytetów, dopóty nam to wychodzi. Wtedy inne sprawy podporządkowujemy naszemu sposobowi jedzenia. Gdy dzieje się coś istotnego w naszym życiu, żywienie spada na liście priorytetów niżej i coś zaczyna się łamać.

Przypomniało mi się to w związku z moim odchudzaniem. Pierwsze dni były spokojne, bez kłopotów udawało mi się jeść tak jak to sobie zaplanowałam. Natomiast poniedziałki, wtorki i środy mam trudne, praca od rana do wieczora, bez możliwości zjedzenia przez kilka godzin a czasem nawet wyjścia do toalety (!)  i to co jest dla mnie nieznośne - niewyspanie. I już mi było trudniej, już dzisiaj śniadanie było o 14.00 - stary , najgorszy nawyk jaki mam , który wiem że jest jednym z powodów mojej nadwagi. Potem się jakoś pozbierałam, ale mogło się skończyć tym co często bywało - głód po powrocie do domu, który każe napchać się po kokardy :)

Musze więc coś zmienić - przede wszystkim zadbać o to żeby z niedzieli na poniedziałek i z poniedziałku na wtorek spać 7 - 8 godzin i zorganizować sobie w środku dnia przerwę na zjedzenie porządnego posiłku, a nie jabłka w samochodzie między jedna pracą a drugą.

sobota, 5 stycznia 2013

dlaczego mam nadwagę

Każdy, kto ma nadwagę lub jest otyły powinien zastanowić się nad tym, dlaczego. Mnie jest łatwiej znaleźć te przyczyny - nie tylko ze względu na moją wiedzę, ale rozmawiając z setkami pacjentów którzy maja ten problem "przeglądam się w nich jak w lustrze". Zawsze jest kilka powodów nadwagi. Bardzo lubimy pewne rzeczy zganiać na genetykę - rzeczywiście odgrywa ona dużą rolę w powstawaniu otyłości ale na nią nie mamy wpływu. Przestańmy więc użalać się nad naszym losem, że urodziliśmy się w rodzinie w której wszyscy są "przy kości" - takim osobom również udaje się schudnąć. Druga sprawa to schorzenia - w moim przypadku jest to niedoczynność tarczycy, obecnie wyrównana. Jest to dość częste schorzenie u kobiet, przyczyniające się do nabycia kilku zbędnych kilogramów i na podstawie moich doświadczeń wiem, że efekty odchudzania będą z tego powodu wolniejsze niż u osoby młodej i zupełnie zdrowej. Ale znam wiele przykładów na to, że można osiągnąć sukces. Tylko jest trudniej.

Następne przyczyny można sprowadzić do prostej mądrości : za dużo jem i za mało się ruszam. Mamy wreszcie coś, na co mamy wpływ, ale sprawa nie jest na tyle prosta jak by się mogło wydawać. Gdyby to było takie proste ( a tak myślą chudzi ) to wszyscy otyli jedli by mniej, więcej się ruszali i problem by zniknął. I tutaj dochodzimy do takich elementów jak nawyki, upodobania, czynniki psychologiczne i społeczne które sprawiają, że jedzenie u osoby ze skłonnością do tycia nie jest czynnością która ma tylko zaspokoić zapotrzebowanie na składniki pokarmowe.

Moje nawyki, które doprowadziły do nadwagi sa podobne jak u wielu moich pacjentów, nad niektórymi pracuję od dłuższego czasu, nad innymi czeka mnie jeszcze wiele pracy.
- pomijanie śniadań
- jedzenie wieczorne
- brak porządnego posiłku w pracy
- szybkie jedzenie
- podjadanie - w czasie gotowania, sprzątania, monotonii zajęć
- mała ilość płynów
Osobny problem to uwarunkowania psychologiczne i społeczne, które na pewno będą omówione w następnych postach.




piątek, 4 stycznia 2013

Będę spisywać

Większość dietetyków i psychodietetyków zaleca spisywać wszystko co się jadło danego dnia - z kilku powodów. Po pierwsze - żeby kontrolować to co się naprawdę zjada, wiele z tego co trafia do ust a potem tam gdzie nie chcemy - czyli odkłada się w postaci tłuszczu - umyka naszej uwadze. Wydaje nam się, że jemy niezbyt obfite posiłki, mniejsze niż inne osoby które obserwujemy, a mimo to nasza waga rośnie. Aby przytyć 1 kilogram w ciągu dwóch miesięcy wystarczy codzienny nadmiar nieco więcej niż 100 kcal. Najczęściej stopniowy wzrost wagi nie jest spowodowany tym, co jemy w trakcie posiłków, ale tym co jemy poza nimi, bezmyślnie i nie do końca świadomie.

Podjadanie to najczęstsza przyczyna nadwagi u świadomych żywieniowo osób. Jemy posiłki zdrowe, bez nadmiaru tłuszczów i nieprzetworzonych węglowodanów, z dużą ilością zdrowego białka i warzyw. Najczęściej wybieramy do picia wodę, nie słodzimy kawy i herbaty. Gdzie tkwi problem? Dlaczego nie możemy schudnąć a przeciwnie, tyjemy? Problem tkwi w tym, co jemy poza posiłkami – przechodząc przez kuchnię chwycimy owoc czy ciastko, wyjmując coś z lodówki skubniemy kabanosa, zjemy coś co zostało z obiadu – na stojąco, przy blacie kuchennym.

Dzienniczek jest po to, by zastanowić się nad każdym kęsem. Niestety jeżeli chcemy schudnąć musimy się kontrolować. Nie trzeba głodować, ale uważać przez cały dzień na to co się je - tak!

czwartek, 3 stycznia 2013

Nowy styczeń - nowe wyzwania

Jestem przeziębiona, dlatego działam na zwolnionych obrotach. Planuję do końca weekendu przygotować się mentalnie do wyzwań jakie stawia rozpoczęty dopiero rok. Chyba większość z nas traktuje tę datę - 1 stycznia - jako jakiś przełom w życiu, rozpoczęcie czegoś nowego, chociaż tak naprawdę nic się nie zmienia. Może dlatego, że w grudniu zwykle nic się nie planuje poza przygotowaniem do Świat, bo przecież nie opłaca się nic rozpoczynać na poważnie. Za to po Nowym Roku - o to co innego :) Tak samo jest z odchudzaniem - kto zdrowy na umyśle zaczyna się odchudzać np. 19 grudnia? W poradni dietetycznej w której pracuje istnieje wyraźna sezonowość. Są miesiące gdy mam dużo pacjentów - styczeń ( postanowienia noworoczne ), marzec - maj ( zdejmujemy warstwy ciuchów, nieubłagalnie zbliżająca się perspektywa plaży ) oraz wrzesień październik ( po wakacjach, na których odwrotnie niż w dzieciństwie tyjemy). Pozostałe miesiące to okresy gdy rzadziej rozpoczynamy odchudzanie. Luty - zimno i depresja zimowa, czerwiec - "już i tak do lata nie zdążę",lipiec i sierpień - "to już zacznę po wakacjach", listopad - depresja jesienna, grudzień - "przed świętami się nie opłaca". Ale jest styczeń. Nowy styczeń. Nie ma wymówek - trzeba się sprężyć!!!

wtorek, 1 stycznia 2013

Pierwszy post

Pierwszy post jest chyba najtrudniejszy. Mimo ze mam sporo pomysłów, nie jest łatwo zacząć. Może najpierw powiem, dlaczego zaczynam pisać bloga. Po pierwsze dla siebie - gdyby zdarzyło się, że oprócz mnie nikt tego nie będzie czytał. Pisanie ma mnie zmotywować do działania, aby moja wiedzę, doświadczenie, przemyślenia z zakresu dietetyki wreszcie zastosować w stosunku do siebie. Jestem dietetykiem - praktykiem i no cóż, trzeba to powiedzieć sobie wprost - jestem trochę gruba. Moja przyjaciółka, piękna i zgrabna kobieta, zapytała mnie kiedyś, czy jako dietetyk nie czuję się z tym źle wobec moich pacjentów. Odpowiedziałam jej wtedy : " A czy ty mając nadwagę poszłabyś do chudego dietetyka ? Chudy nigdy nie zrozumie Grubego, jego stosunku do jedzenia i innych aspektów związanych z otyłością" Tak właśnie uważam, Chudy ( któremu zresztą szczerze zazdroszczę ) uważa że gdyby Gruby chciał, po prostu mniej by jadł i bez problemu by się wyszczuplił. Ja i każdy Gruby wie, że to nonsens.

Dietetyk , który nigdy nie musiał się odchudzać i nie ma  problemu ze skłonnością do tycia pewnie może pomóc pacjentowi schudnąć, ale pełnego zrozumienia oczekiwać nie można (gdybym ja przyszła do chudego dietetyka, to parafrazując znane powiedzenie Bogusława Lindy z filmu "Psy" pomyślałabym " co ty wiesz o odchudzaniu ....?") Ale ten sposób usprawiedliwiać swojej nadwagi nie mogę bez końca, moje wieczne odchudzanie chcę w końcu doprowadzić do szczęśliwego finału. Ten blog ma mi w tym pomóc, publiczne zapisywanie postępów, przemyśleń, trudności mam nadzieję że zmotywuje mnie do działania.

Publiczne - bo mam nadzieję że ktoś jednak będzie to czytał. I tu pojawia się drugi cel bloga - być może dzielenie się doświadczeniami z własnego odchudzania i obserwacji setek moich pacjentów, pomoże komuś w tym trudnym zadaniu , jakim jest zrzucenie każdego kilograma. Każdy wasz kilogram ( oczywiście w dół ) będzie dla mnie prawie taką samą radością jak mój własny :)

Moim postanowieniem noworocznym jest pisanie tego bloga a celem - pierwszy kilogram.